wstecz
wstecz

 (Klikając na motylka
cofniesz się o stronę)
Historia Marcina Shaumbrą pisana
Chcąc umieścić własny odcinek opowieści
odwiedź polskie forum albo prześlij go bezpośrednio na adres strony: poczta@shaumbra.pl


Danuta
Tytuł: Zapraszam do zabawy
Post Napisany: Pt mar 13, 2009 11:13 am

Jakiś czas temu, tak się po mnie pewne uczucia tłukly, że w desperacji usiadłam do komputera i zaczęłam jedno z nich wylewać, aż sie energia tego uczucia wyczerpała.
Stworzyłam postać Marcina, bo czułam tak, że to ma być ON

Zapraszam was do zabawy!   :grouphug:

Twórzcie dalsze przygody, za każdym razem biorąc JEDNO UCZUCIE, i nie analizujcie tego co piszecie!!!!!!!
Mogą być ciekawe, nudne, okrutne, wesołe itd itp

Dużo się podczas tego dzieje.
Możecie zaczynać swą opowieść w dowolnym miejscu i czasie dla tegoż Marcina, nic was tutaj nie ogranicza   :sun:


I JESZCZE KILKA SŁÓW DANUTY:

"Te opowiastki mają niesamowite potencjały. Nie wiem czym to będzie - to się tak zmienia, pokazuje wiele rzeczy... to jest ogromne! Ma głębokość i szerokość i jeszcze taki wymiar, że w tej rzeczywistości nawet nie umiem tego zdefiniować. A jak działa, czy zadziała w życiu każdego kto się włączył i ile odpowiedzi mu przyniesie... ?

Ale to pomoże zrozumieć, że jesteśmy wielowymiarowi, to pomoże zrozumieć jak pracuje Nowa Energia, to pomoże popatrzeć na aspekty nas z dystansem, ale i z miłością i nie identyfikować się z własnymi historiami!"
do góry


brak krechy?

SPIS AUTORÓW I ICH KOLEJNYCH ODCINKÓW OPOWIEŚCI:

Danuta Pt mar 13, 2009 11:13 am
Danuta Pn mar 16, 2009 10:46 am
Lukki Pn mar 16, 2009 12:16 pm
Gaya Pn mar 16, 2009 05:05 pm
suan Wt mar 17, 2009 12:03 pm
Danuta Wt mar 17, 2009 02:38 pm
Lukki Wt mar 17, 2009 10:52 pm
Danuta Śr mar 18, 2009 03:52 pm
Danuta Cz mar 19, 2009 12:34 pm
Janina Pachuła Cz mar 19, 2009 06:49 pm
Lukki Pt mar 20, 2009 11:52 pm
Danuta N  mar 22, 2009 07:17 pm
Danuta Pn mar 23, 2009 11:31 am
Danuta Wt mar 24, 2009 04:27 pm
Danuta Cz mar 26, 2009 10:25 pm
Stan So mar 28, 2009 12:53 pm
Danuta Śr kwi 01, 2009 10:09 pm
brak krechy?

Danuta
Pt mar 13, 2009 11:13 am

Młody chłopiec – nazwijmy go Marcin - czuje niedosyt w swoim życiu i tak naprawdę to nie wie czego ten niedosyt dotyczy. Patrzy na warunki swojego fizycznego życia i czasami czuje że są biedne, czasami że są przeciętne, czasami że są wystarczające.

Gdzie jest prawda? Jakie one są naprawdę?

Dlaczego te odczucia są tak zmienne? Dlaczego czuje niedosyt?

Co niedzielę chodzi do kościoła razem ze swoja rodziną. Czuje się daleki i obcy tej rodzinie. Właściwie to nie rozumie dlaczego. Członkowie tej rodziny nie są zbyt wylewni w swoich uczuciach, wie jednak że dbają o siebie nawzajem, chociaż czasem pojawia się surowe ojcowskie lub matczyne spojrzenie.

Chłopiec nie wie czego to surowe spojrzenie dotyczy. Wie tylko, że jak nie zareagował zmianą swojego zachowania ( czynu, słów) w odpowiedzi na to surowe spojrzenie, to później rodzice przez długi czas w jego obecności zachowywali się tak, jakby go nie było, jakby wogóle nie istniał. Nie miał odwagi zapytać czym jest to surowe spojrzenie. Może to jakaś rodzinna tajemnica?
Może rodzina ma coś do ukrycia? Może ma jakiś wrogów?

Marcin nie miał z kim o tym porozmawiać. Kiedyś zapytał mamę – czy powiedział coś złego?
W odpowiedzi otrzymał surowe spojrzenie i pouczenie, że zawsze ma być posłuszny rodzicom i nie zadawać zbędnych pytań.

Kościół. Idzie tam z rodziną, wykonuje wszystkie klękania, pokłony i nawet już nie wie czy może o coś prosić Boga, który mieszka tam, na tym wspaniale ozdobionym ołtarzu, w złotej monstrancji.

Jednej niedzieli słyszy, że ten Bóg jest miłością i że kocha wszystkie swoje dzieci i że te dzieci bardzo zgrzeszyły i nie są godne tej miłości i że swoje grzechy muszą odpokutować, a Bóg na nowo je przygarnie.

Marcin wywnioskował, że w takim razie o nic nie może prosić, chociaż którejś niedzieli w tym samym kościele usłyszał „ proście a będzie wam dane”.

Zapytał rodziców, o co może prosić Boga?

Odpowiedzieli mu, że niech prosi o pokorę i posłuszeństwo względem swoich rodziców i tych którzy mu dadzą chleb. Niech prosi o pracowitość i niech prosi o przebaczenie swoich grzechów i grzechów całej ludzkości.

Marcin posłusznie prosił i im bardziej prosił, tym bardziej zaczynał czuć rozpacz w sercu. Modlił się więc z tą rozpaczą i zaczął naprawdę wierzyć, że to dlatego że tak bardzo on i wszyscy ludzie zgrzeszyli.

Poszedł do księdza.

- Wielebny - modlę się za przebaczenie swoich grzechów i grzechów wszystkich ludzi i im bardziej się modlę tym więcej rozpaczy w swoim sercu czuję.
- No widzisz synu, to czujesz grzechy ludzkie i smutek Boga za to, że się od niego odwrócili.
- Co mogę zrobić Wielebny?
- Dziękuj Bogu za to że jest litościwy i łaskawy.

Musiał ten ksiądz naprawdę dużo wiedzieć – z przekonaniem pomyślał Marcin po kilku miesiącach, gdyż jego poczucie rozpaczy trochę zmalało, sercu zrobiło się lżej.
Jednak matka, pamiętając swoją rozmowę z Marcinem na temat – o co można prosić Boga? – zaczęła dociekać – Marcin, czy pamiętasz o modlitwie?
- Tak mamo, modlę się codziennie.
- A czy pamiętasz aby prosić Boga o pokorę i posłuszeństwo względem rodziców? Marcin poczuł ukłucie w sercu bo o to przestał się modlić. Przez ostatnie kilka miesięcy tylko dziękował Bogu.
- Mamo, rozmawiałem z Wielebnym i on poradził mi, bym dziękował Bogu za to że jest litościwy i łaskawy.
- Wielebny na pewno myślał, że dodasz to do swoich modlitw a nie że zaniechasz prosić o pokorę i posłuszeństwo i modlitwę za grzeszników. – zakończyła matka z bardzo surowym spojrzeniem.

No więc Marcin od nowa zaczął się modlić za grzeszników, prosić o pokorę i posłuszeństwo względem rodziców. Dołączał tez dziękczynienie za litościwość i łaskawość Boga.
Tylko że teraz w sercu i w gardle czuł dziwne ściskania, dziwną ciężkość. Marcin wymyślił, że to chyba za karę za to, że nie odmawiał modlitw, które wskazali mu rodzice.

I TU CZUJĘ, ŻE MOŻNA BY TAK BEZ KOŃCA, ŻE MOŻNA BY WEJŚĆ W TO JAKI TO Marcin biedny i nieszczęśliwy, ale poprowadzę to inaczej.

Minęło parę lat i Marcina nie przestawało opuszczać poczucie winy.
Nie rozumiał dlaczego czuje to poczucie winy – wymyślił więc, że to on czemuś zawinił, zrobił coś za co Bóg go upomina. Nie wiedział tylko za co.
Zaczął się modlić i pytać – Boże, za co mnie upominasz? Powiedz, a zmienię to.
Modlił się tak już miesiąc i wydawało mu się, że Bóg, tak jak jego rodzice, teraz pokazuje mu, że zrobił tak źle, że Bóg udaje że go nie widzi. Bardzo się z tym czuł pomieszany.

W tym pomieszaniu przyjął propozycję służby u kupca, który przejeżdżał przez ich miasteczko, a rozchorował się jeden z jego chłopców do obsługi koni. Kupiec jechał do wielkiego miasta – Krakowa ( czy jakiegokolwiek innego) – i w drodze powrotnej obiecał zabrać swojego chłopca do posługi jeśli ten wyzdrowieje.

Marcin był ciekaw wielkiego miasta, a i zapłata za pracę nie była bez znaczenia. Podniecała go myśl, że zobaczy trochę wielkiego świata, trochę miał nadzieję że rodzinę ucieszą opowieści o tym co tam zobaczył, a trochę czuł lęk przed opuszczeniem domu.

do góry
brak krechy?

Danuta
Pn mar 16, 2009 10:46 am

Ostatnio zobaczyłam tego Marcina siedzącego na chodniku i płaczącego jaki to on biedny i z wnętrza siebie zapytałam
A MOŻE MU TAK PRZYŁOŻYĆ? MOŻE KOPA W TYŁEK?

No i mój Marcin umiłowany znalazł się poturbowany w rodzinnym domu ( nie wiem jak się tam dostał), i wszyscy koło niego skaczą i dogadzają a jemu dziwnie się w sobie dzieje i wcale jeszcze nie wie co go tak w tym wszystkim wkurza.!!!!!   :haha:

No ale przynejmniej zaczęło go wkurzać, zaczął coś czuć.  :rofl2:

do góry
brak krechy?

Lukki
Pn mar 16, 2009 12:16 pm

Marcin siedząc w domu z poobijaną facjatą nie mógł znieść poczucia wstydu, rozczarowania i porażki. Wciąż go męczyły myśli samobójcze i kilka razy był o krok od zakończenia swego marnego, według niego, życia. Wciąż jednak miał nadzieję na jakiś magiczny "hepi end". Że coś się nagle wydarzy i odmieni wszystko...

I rzeczywiście nie mylił się, ale stało się to zupełnie inaczej niż mógłby kiedykowliek przypuszczać. Co dziwne jego wkurwienie zaprowadziło go tam gdzie inaczej nigdy ne odważtłby się pójść. Znienwidził Boga. Miał nawet epizod z satanizmem i piciem kociej krwi, ale szybko uznał że to raczej głupie i do niczego nie prowadzi... robił wiele rzeczy chcąc tak naprawdę zrobić na złość wielkiemu Wszechmogącemu, który kieruje jego życiem niczym sadystyczna pijawka bez krzty poczucia humoru. Marcin był bardzo zły, lecz mimo to starał się być miły i radosny dla innych ludzi. Wewnątrz czuł smutek i niewyobrażalną agresję, ale wstrzymywał je, dusił w sobie do tego stopnia iż czasem się upijał w samotrności, gdzieś w lesie albo na okolicznach odludnych łąkach i wył jak wilk złpanay w sidła. To był jego sposób na odreagowanie. Marcin szukał, wciąż i wciąż. Krązył od filozofi do religii i techniki uzyskiwania oświecenia i czuł że coś w tym jest, ale ciągle było mu za mało... miał już na koncie sporo doświadczeń z pogranicza krainy Oz, ale jednak nie czuł spełnienia. Jednak wciąż czuł brak... Zakochał się w tych rozszerzonych stanach postrzegania, był jak szaman eksplorującystany poza wyobrażeniem normalnego człowieka. I były to piękne doświadczenia.

Jednak zawsze był ten moment powortu... kiedy musiał wrócić i żyć jak każdy człowiek. Będąc szczerym ze sobą Marcin dostrzegł w sobie tą chęć. Chęć życia. Chęć zwykłych rzeczy, jak towarzystwo innych ludzi, wygodny dom, poczucie bezpieczeństwa, pieniądze, seks itd. Jednak bił się ze sobą. Odmawiał sobie tych rzeczy, jakby miały mu przeszkodzić w jego wilkeij podróży po to coś. Coś. Marcin słyszał o różnych określeniach, ale sam też zrozumiał, że to Coś jest tak poza definicją iż nie można wiedzieć co to jest. I jakie to jest i nawet jak to zdobyć. Życie Marcina stało się, co zabawne, bardzo dualne. Podziełił je na życe duchowe i życie ziemskie. Właściwie to jeg życie duchowe zajmowało mu około 90,33% czasu... to była jego mania. Jego szaleństwo płynące z pragnienia głębszego niż cokowliek innego. Zaniedbywał swoją ludzką jaźń. Wciąż czuł ze musi przestrzegać jakichś reguł i wystrzegać się "grzechu" by zyskać przychylność swojej boskości. Wciąż wyobrażał sobie że jego Boskość jest jak wielki zły Wszechmogący. Jedyna różnica to taka, że teraz uważał że wielki zły Wszech jest jego częścią i to go jeszcze bardziej irytowało.

W jego percepcji było mnóstwo systemów wierzeń na temat wszystkiego. Marcin o tym wiedział i czuł się z tego powodu sfrustrowany i ofiarą. Dlatego ze nie potrafił zmienić tych wierzeń. Próbował afirmacji i modlitw i różnych wschodnich dziwactw... i owszem to działało przez jakiś czas, ale potem znów wracał do starych nawarstwień. Jakby był do nich uwiązany jakąś gumką. Rozciągał ją i rozciągał i czuł się lepiej aż go znowu zassysało.   :doh:

Czytał przekazy i oddychał i starał się jak mógł i nauczył się wielu pięknych rzeczy, ale wciąż brała go nerwica od czasu do czasu. I myślał sobie: czuję się jak w jakimś kieracie, jak chomik w kółeczku, czy nie ma jakiejś innej drogi? Łatwej drogi? Szybszej drogi?  :think:

I pewnej chwili w momencie mega-dysbalnasu i wkurwienia i trochę pod wpływem alkoholu coś się stało. To było delikatne i prawie niezauważalne, z pewnością mniej dramatyczne niż Marcin by chciał  :lmao: , ale jednak. Marcin nauczył się stracić kontrolęnad sobą. Nie próbował już nic ulepszać i zmieniać. Nie próbował być bardziej oświecony niż jest i lepszy niż jest i bardziej dorby niż jest itd. Zaczął obserwować. Oczywiście nie było to łatwe. Bo stary program o nazwie "Marcin" obswerwowanie uważa za stratę czasu bez szans na zyski... ale Marcin obserwował nawet to. I odkrył że obserwacja nie ma swojego końca... że nie ma ostatecznej głębi bycia obserwatorem... zawsze można być jeszcze bardziej obecnym i dostrzegającym... po jakimś czasie Marcin odkrył głębsze poziomy obserwacji, głębsze poziomy swojej świadomośći... i to było tak proste, że czasem wybuchał śmiechem na myśl o tych wszystkich technikach i filozofiach. Bo prawdą dla niego stało się że obserwowanie, czy jak lubił to nazywać, stanie za niskim murkiem jest jego naturalnym stanem. I jednye co musi zrobić to wybrać. Musiał się oprzeć jego największemu uzależnieniu, dramatyzowaniu. W końcu zrozumiał, że oświecenie to nie takie znowu wilkie halo jak każdy mu wmawiał i on sam sobie też.

Zrozumiał, że nic już nie musi rozumieć, tylko cieszyć się chwilą. Pojął głębię własnego oddechu i to jak piękne jest życie....

:teeth:

do góry
brak krechy?

Gaya
Pn mar 16, 2009 5:05 pm

No i dochrapal sie Marcin swojego poczucia spokoju, odnalazl radosc w oddechu i obserwacji, ale... ale czul sie potwornie zmeczony. Kompletnie wyczerpany walka z zyciem a przede wszystkim z samym soba.
Wyczerpany wlasnym uporem, by trwac w ubostwie, by brac na siebie energie innych, by zyc w izolacji... Wyczerpany dramatem wlasnego zycie. Wyczerpany soba.

I choc teraz oddychalo mu sie lekko i zycie wreszcie zaczelo nabierac barw, to nic juz tak naprawde gleboko w sercu nie cieszylo Marcina. Owszem, zachwycal sie pieknem swiata, podziwial ptaki na niebie, cieszyl smacznym jedzeniem, ale w sercu czul pustke. Zadnych pragnien, ambicji, marzen, pasji.

Przez te wszystkie lata walki z soba samym Marcin zainfekowal sie straszliwym wirusem - Wyrzeczeniem. Ciagle i ciagle wyrzekal sie wszystkiego - zabawy, radosci, seksu, przyjaciol, dostatku, swej wielkosci - ze na koncu wyrzekl sie samego siebie. Wypral sie ze wszystkiego, co kiedykolwiek dawalo mu radosc. Wszyscy mu powtarzali - wyrzecz sie oczekiwan, wiec sie wyrzekal i wyrzekal i wyrzekal, az wyzul sie z wszystkiego, co kiedykolwiek dawalo mu chec do zycia.

I siedzi teraz Marcin, drapie sie po glowie i duma, co ma ze swoim zyciem zrobic?

Skoro nic go juz nie cieszy, nie porywa, o niczym nie marzy, niczego tak naprawde nie pragnie - to po co ma wlasciwie zyc? Przez te wszystkie lata walki, Marcin tak doskonale nauczyl sie obywac bez wszystkiego, co kiedys uwazal za niezbedne, ze teraz wydaje mu sie to - zbedne... Po co sie wysilac, zawracac sobie glowe zwiazkami, seksem, dobrym jedzeniem, zabawa itd. skoro mozna bez tego zyc? Po co sie angazowac, marnowac energie na inwestowanie jej w cokolwiek, skoro nic z tego nie ma znaczenia?

Ale z drugiej strony zycie bez napedu, bez pasji, bez marzen, jest tylko wegetacja. Stuporem. Tepym trwaniem z dnia na dzien.

A tego Marcin tez nie chce.

No i ma teraz Marcin zagwostke - jak sobie z soba samym poradzic?

Jak zmusic, sprowokowac, namowic siebie - by chciec marzyc, by chciec zyc?

:hmm:

do góry
brak krechy?

suan
Wt mar 17, 2009 12:03 pm

Siedzi Marcin w swojej samotni i po raz kolejny pyta sam siebie:
- co dalej?

Oddycha spokojnie i obserwuje swoją wszechogarniającą tęsknotę. Sam nie wie za czym tęskni, czego pragnie.
Odsuwa myśli, skupia się na oddechu, zaczyna odczuwać swoje serce. Nie tylko jego rytm, bicie. Czuje wibracje swojego serca. Ogarniają całe jego ciało i wypełniają jego przestrzeń.

ON JEST TĄ WIBRACJĄ!!!

Co za uczucie! Błogość, miłość, pewność, zaufanie, akceptacja, wszystko na raz!

Teraz widzi drogę i wie całym sobą, że to droga do jego serca. Więc idzie nią pewnie docierając do ściany - to ściana jego serca!
Bez zastanowienia, tak po prostu przenika przez nią. Teraz znajduje się wewnątrz. Jest tu cicho, ciepło i ciemno, ale bardzo bezpiecznie. Postanawia iść dalej po omacku. Nie stawia pytań, po prostu ufa.

Dociera do jasnej, cudnej polany pełnej kolorowych kwiatów, którą wypełnia niesamowity blask. Zupełnie inaczej niż zwykle słońce oświetla przestrzeń. Tu każdy kolor wydaje się emanować swoją wewnętrzną jasnością. Odbiera to doświadczenie całym sobą.

Czuje zapach krystalicznie czystego powietrza. Nie może się powstrzymać, by nie położyć się na trawie, gładzi dłonią jej źdźbła, w nozdrza uderza go zapach wilgotnej ziemi. To ekstatyczne doznanie. Nie wiedział nawet, że ziemia tak pachnie, nigdy się nad tym nie zastanawiał. Wychowywał się przecież w mieście, nie lubił nawet pomagać rodzicom w pracy na działce, zabierali mu wtedy jego czas przeznaczony na doskonalenie siebie.

Marcin wstaje i rozgląda się. Dookoła polany rozciągają się przepiękne góry. Różnej wysokości szczyty tworzą obraz, który zapiera dech w piersiach.

Skądś dobiega odgłos szemrzącego strumyka. Chłopiec odwraca się i widzi srebrną wstążkę przejrzystej wody spływającą z gór. Podchodzi do strumienia i pije wodę nabierając ją w złożone dłonie. Zaspakaja pragnienie ale ze zdziwieniem stwierdza, że ta woda ma wspaniały smak. Woda ma smak? Powoli pije wchłaniając to doznanie.

Marcin oszołomiony odczuciami dopiero teraz dostrzega dom stojący nieopodal. Dość duży, z drewnianych bali, pokryty grubą warstwą strzechy. Podchodzi do niego, gładzi ścianę, zbliża do niej twarz, czuje zapach drewna.
W tej chwili jak grom z jasnego nieba spada na niego świadomość, że to jest jego dom, jego miejsce na ziemi!

Tak! Tego całe życie pragnie! Życia w takim miejscu! Do tego tęskni!
Uczucie spełnienia zalewa go tak intensywnie, że nie jest świadomy siebie.

Ale, zaraz, zaraz, a z czego ja będę się tu utrzymywał? Jak można zarabiać mieszkając na takim odludziu? A moja dziewczyna, czy ona się zgodzi tu ze mną mieszkać? Przecież ona marzy o nowoczesnym domku na przedmieściu. Czy będziemy musieli się rozstać?

Marcin poczuł strach!

A kysz strachu - wrzasnął.

Ale było już za późno. Marcin znów siedzi w swojej samotni a łzy płyną mu po policzkach.

:hmm:

do góry
brak krechy?

Danuta
Wt mar 17, 2009 2:38 pm

Stoi Marcin przy oknie, zachwyca się pięknym słonecznym dniem i z rozbawieniem wspomina sen, który miał tej nocy. A śniło mu się jakieś bardzo emocjonujące wydarzenie, jakś ucieczka i jakś bójka....... :think:

Przeciąga się zadowoleniem, że ten dzień taki piękny i spokojny.
Czuje, jak woła sam siebie na spacer. Zdecydowany na zanurzenie się w tej pięknej przestrzeni i już czuje zapach pwietrza na zewnątrz. Odwraca się od okna i staje jak wryty  :shock:

W jego łóżku leży jakiś poturbowany człowiek! Marcin przeciera oczy :doh: potrząsa głową,  :oops: a potem blednie........
Co jest!? Kim ty jesteś, ty w moim łóżku?!

Postać w łóżku ma teraz trochę łobuzerski, a trochę zagadkowy uśmiech.  :biggrin:

Nagle ten w łóżku puszcza oko, do stojącego jak rzeźba Marcina, i nagle pjawia się błysk w oczach leżącego i Marcin słyszy odpowiedź
- Nooo, jesteś nareszcie.  :boogie: Ja jestem tym z ciebie, który dostał lanie abyś ty się wreszcie ruszył.  :clapabove:
Ja zrobiłem swoje :haha: Jaką bajkę ty wybierzesz?...... Twoja Wola.  :sun:


do góry
brak krechy?

Lukki
Wt mar 17, 2009 10:52 pm

Marcin... spytał w tym momencie sam siebie leżącego na łóżku: skoroty to ja, to kim ja jestem? Czyż nie jestem tobą który czuje się winny i zraniony byś ty mógł się ruszyć?

I słowa odeszły. Zostały tylko dwa spojrzenia... spojrzenia rozumiące i bezpieczne. Stali tak w w bezczasie a za oknem huchał wiatr. szszszszzszzzzzz.... i huczało. Zawisło grozą i mistycznym pamietaniem. I nie było potrzeby analizowania.

Coś się stało z pewnością Marcinowi w tej cichej chwili przed lustrem. Gdy spojrzał na siebie z łóżka na siebie na łóżku i wymienił to spojrzenie z samym sobą nastąpiło delikatne poruszenie. Aż łzy popłynęły z oczu obu panów. A usta ich złączyły się na chłodnej tafli posrebrzanego szkła.

Marcin wybuchnął śmiechem, pomyślał: no nieźle i uśmiechnął się szczerze; jego wilgotne oczy wygięły się w świeżo umyte banany.:D

I zrozumiał czym jest dusza. Przez tą jedną chwilę poczuł kim jest. I słowa nasunęły się same w eleganckie stwiedzenie: I am that I am. I'm all the puppets and The Puppeteer.

I przetłumaczył sobie: Jestem który Jestem. Jestem wszystkimi lalkami i jestem Lalkarzem.

W tym momencie opuściło go uczucie które wywołało słowa. Zostały puste słowa o dziwnym znaczeniu krążące w jego głowie... poczuł się winny i zastanowił się jak to się stało że znikła treść i pojemniki słów znowu są puste i zimne?

Może dlatego że nigdy nie lubł koncepcji laklki i lalkarza. nawet nie uważał tego typu rozrywki za interesującą a co dopiero zabawną.

Będąc lalkarzem zapragnął uczynić swe lalki żywymi i wolnymi. A niech robią co chcą moja miłość jest zwsze z nimi. Jeśli jestem lalką, marionteką, aktorem i też jestem lakarzem, reżysrerem, twórcą, artystą. Po co mi ta gierka. Po co oddzielenie. Jestem wolną lalką i w dłoniach lalkarza i lalkarzem w dłoniach lalki... po cóż nam walka jeśliśmy temsamym...

I Marcin stracił kontrolę nad Marcinem... i lalkarz uwolnił swoją kreację i stał się pustką i już miał przestać istnieć gdy miłość dana wolnością wróciła przynosząc prezent. Nowa tożsamość, ewolucja.

:heartlove:

Jak to jest że raz słowa mają w sobie życie i dynamiczną osobowość a innym razem są jak pustaki albo zimne kartofle z niedzielnego obiadu?


do góry
brak krechy?

Danuta
Śr mar 18, 2009 3:52 pm

A słońce za oknem świeciło tak cuudnie! :sun:A wiatr wiał z taką mocą, ze sosna rosnąca przed domem kłaniała się w podziwie i Marcin czuł, jak jednocześnie dziękuje za swoją giętkość, za swoje miejsce, za przyjmowanie….. Rozejrzał się Marcin po domu. Jego spojrzenie ogarnęło szklanki w zlewie i łóżko niezaścielone….. A co tam!! Niech tak będzie! Biorę swoje zaproszenie na spacer i idę! :wave:

I wiatr, który z taką mocą zginał sosnę pod domem, owiewał Marcina łagodnie i z czułością.:pulseheart:
Marcin wziął głęboki oddech i poczuł jak to powietrze pachnie?!...... :P
Przed jego oczami przewinął się obraz domu, w którym zostały powieszone świeżo wyprane firanki…..

To był ten! zapach, to! wrażenie.:clapabove:
I w jednym mgnięciu świadomości pojął , co się dzieje.
A powietrze pachniało świeżością coraz intensywniej, więc Marcin coraz wolniej stawiał kroki bo czuł, że każdy krok w tym momencie jest istotny. Kiedy tak zwalniał kroku i z zachwytem brał kolejny głęboki oddech zaczął czuć w sobie tę świeżość i że ten spacer jest właśnie tym, co miał zrobić.

Rozradowanymi oczami patrzył dookoła i spojrzał na starszą kobietę i pojął, że widzi ją inaczej. :think:
Nooo, inaczej!  :lmao: Wiedział, doznał, że poza tym obrazem starszej kobiety, który widzą jego oczy, jest coś o wiele, wiele więcej……
i odetchnął głęboko jeszcze raz.
Usłyszał, jak obok rozmawiają dwie osoby i jak jedna z nich opowiada o swoim synu, o jego indywidualności, o tym co on kocha i o tym, ze nie chce chodzić do kościoła - i Marcin wsłuchał się i czuł, że jest w tym coś nowego, coś……

Co to było? :think:

Nagle uświadomił sobie, że w tej rozmowie nie było narzekania :boogie:, nie było zmartwienia :tu:, było zadziwienie, była otwartość i była wola, żeby ten syn sam zdecydował!

Zadziwił się Marcin, poczuł zmianę, poczuł ten drobny cud. :pulseheart:Uśmiechnął się i jeszcze raz wziął głęboki oddech.


do góry
brak krechy?

Danuta
Cz mar 19, 2009 12:34 pm

Nie chce mi się!:rofl2:
Nie chce mi się!:rofl2: Nie chce mi się wstać!
No to sobie poleżę.:biggrin:
Nie chce mi się leżeć!:snooty:
No to wstanę. Umyję się.:hmm:
Nie chce mi się myć!:verymad:
No to dzisiaj się nie umyję. Zjem śniadanie.:winky:
Nie chce mi się jeść śniadania.:rofl2:
No to dzisiaj nie zjem śniadania. Pójdę na spacer.:boogie:
Nie chce mi się iść na spacer!:bawl:
No to zaraz umyję garnki.
Nie chce mi się myć garów!:dontgothere:
No to nie będę teraz mył garów, pogram sobie.
Nie chce mi się grać!:x
No to nie będę dzisiaj grał, podleję kwiaty.
Nie chce mi się podlewać kwiatów!:oops:
No to moje kwiaty wytrzymają jeszcze jeden dzień bez wody. W takim razie zadzwonię do…
Nie chce mi się rozmawiać!:(

No to dzisiaj nie będę dzwonił do…No to coś narysuję. Nie chce mi się rysować!;)
No to nie będę dzisiaj rysował. Posłucham muzyki.
Nie chce mi się słuchać!:bawl:

Usiadł Marcin i zadumał się o tym „mi się”. Kto to jest,:think: ten „mi się”? Co on tutaj robi?:roll:
Z tego co widać, to ten „mi się” – nie chce!:dunno:

Kiedy ja go przygarnąłem????? Od kiedy on ze mną mieszka????:think:
Noooo, wygląda na to, że on nie chce ze mną mieszkać.
DROGA WOLNA kolego „mi się”!!!!!:wave:

FRUŃ W PRZESTWORZA:hugs: KLATKA OTWARTA:heartlove: POKAŻ JAK PIĘKNY JESTEŚ:pulseheart:

Marcin otworzył okno i zobaczył odlatującego ptaka w radosnym locie na tle słonecznej tarczy:sun:
do góry

brak krechy?

Janina Pachuła
Cz mar 19, 2009 6:49 pm

Marcin siedząc ponownie, samotnie, w swojej klatce złożonej ze snów i pragnień, w swojej samotni którą stanowiły dla niego jego własne myśli, często obłąkańczo - jednostajne, poczuł nagle coś na kształt olśnienia, doznał uniesienia.

Od dłuższego czasu myśląc w samotności o swoim życiu, chcąc zmienić jego bieg i energię, nagle poczuł że stanie się to dla niego spełnieniem, że dzięki tej jednej myśli, będzie to dla niego początek, początek czegoś nowego, innego niż dotychczas.

Postanowił wybrać siebie, swoją wartość. Odrzucić przesłanki smutku. Odrzucić gniew, który błądził w jego duszy zostawiając tam ślady roztargnienia.

Spytał samego siebie:
"Dlaczego chcę zaakceptować swoją inność, dlaczego chcę pokazać światu jaki jestem naprawdę, udowodnić sobie że mogę żyć inaczej - w skupieniu?"

Usiadł wygodnie oddając się myśleniu.

Zrobił w głębi duszy plan, plan który był dla niego jak nowa siła. Znał już odpowiedź na swoje myśli, które pojawiły się głęboko w sercu, klarując się coraz wyrażniej. Wiedział, że dzięki temu odnajdzie swoją wartość i ukształtuje swój świat.

Dotychczas, siedząc samotnie, zagłębiał się w smutku i roztargnieniu, błądząc od jednego uczucia a zatracając się w drugim. Nie mógł znaleźć siebie, nie wiedział kim jest naprawdę.

Teraz kiedy zrozumiał, odnalazł w sercu spokój, odnalazł samego siebie.

Bawili się: Kasia i Kuthumi :pulseheart: :rose: :monarch:
do góry

brak krechy?

Lukki
Pt mar 20, 2009 11:52 pm

Tam. Marcin. Marcin doświadcza rzeczy wspaniałych i jest sobie bardzo wdzięczny za te doświadczenia. Nawet zaczął dostrzegać jak jego depresje, złość i poczucie beznadziei są pięknym katalizatorem wzrostu jego duszy. Jak w momentach rozpaczy i totalnego :wall: zawze udaje mu się jednak przełamać strach i poczucie winy i wyjść ponad mentalność ofiary. Jak jego :verymad: :o :( :x :oops: :verymad: wraz z odechem dają wspaniałe dary. Prezenty nowych stanów świadomości i ekspansji jego ludzkiej bazy rzeczywistości.

Powolutku zaczyna nawet rozumieć co nieco z bardzo prostej fizyki wielowymiarowej natury wszystkiego co jest i co najważniejsze JEGO samego. Widzi jak pięknie wszystko, co kiedykolwiek poznał i doświadczył, układa się w niesamowitą mozaikę tego kim naprawdę jest.

Dzisiejszy dzień był dla niego bardzo dziwny. Choć nie aż tak bardzo. Jest w tym pewien schemat, co irytuje Marcina, ale... cóż, to on to tworzy, choć czasem wolałby żeby było inaczej.

Obudziwszy się koło 3 po południu, wypoczęty po długiej, ale też krótkiej zarazem nocy pełnej oddychania, walki i składania broni na przemian, znów był w swoim normalnym ludzkim ja. Troszkę znudzony, ale też podekscytowany nowymi pomysłami na życie; ubrał się w swój wygodny dresik i....

Sam nie wiedział co ma robić. Z jednej strony miał chęć do działania i ekspresji, a z drugiej czuł się w imbalansie i jakoś nie mógł się zmusić by przysiąść i pooddychać, poczuć, uwolnić.

Rozszerzające się rozumienie Jaźni. Ot, to jest czym Marcin się zajmuje. Energie teraz płyną tak szybko jak sam czas. I Marcin się czasem zastanawia, co się stało z tym dniem...? I co może zrobić, by lepiej wykorzystać każdą chwilę swojego życia. By prawdziwie obejmować i maksymalnie cieszyć się życiem? Marcin zauważył jak ważne w słowach jest ich znaczenie. Co to znaczy naprawdę cieszyć się życiem?

I teraz mały wierszyk który popchnął dziś Marcina w objęcia spokoju.

* * *

Gdy życie traci sens,
Co to jest za sens?
Czy ten sesn jest naprawdę?
Czy to tylko dystrakcja,
Walka, iluzoryczny sen!

Kiedy życie traci sens,
Nie rób sobie scen
Bo to pszecież tylko sen
Z którego budzisz się

Sekundę jedną sobie daj
A może cały dzień
Bo kiedy budzisz się
Z gorzkimi uczuciami

Zdejmujesz z siebie
Płahtę lukrowaną cyjanku
Nie słuchaj wtedy tylko wrzasków
Lecz poczuj całym sobą
Nową Świadomość choć bez oklasków...

O nowym świecie
Usłysz pieśń
Świecie w którym
Każdy Jest Kim Jest.
... Nowa Era ...
... Jest Teraz ...

* * *

I nie bierz zbyt poważnie
Tego że jesteś jak ptak
Lub na dnie. :D do góry

brak krechy?

Danuta
N mar 22, 2009 7:17 pm

Marcin bardzo lubił podróżować. Wielką frajdę sprawiało mu poznawanie nowych terytoriów.
Lubił usiąść i posłuchać miejscowych opowieści. Czuł radość i czuł smutek, czuł rozpacz i czuł zwycięstwo.
Później, gdy wracał z podróży, wiedział, że doświadczył czegoś pięknego.:sun:

Tak więc Marcin pewnego dnia poczuł, że pora wyruszyć w następną podróż. Tym razem jednak zdecydował, że wsiądzie w pierwszy pociąg jaki przyjedzie na stację.

Przyjechał na dworzec, wsiadł w pociąg, który właśnie przyjechał i poszedł poszukać konduktora. W którymś z przedziałów znalazł konduktora, poprosił o bilet do końcowej stacji. Konduktor spojrzał na niego ze zdziwieniem, lecz Marcinowi było wszystko jedno, jak ktoś na niego patrzy - on wiedział, ze wyruszył w kolejną, na pewno ciekawą podróż.

:wave:

Całą drogę przespał spokojnie, obudził się tuż przed ostatnią stacją. Gdy pociąg się zatrzymał, Marcin wysiadł, przeciągnął się rozkosznie i zauważył, że jak na ostatnią stację, to wysiadło tu nawet sporo osób.

Rozejrzał się dookoła z myślą, że warto się dowiedzieć, jak nazywa się ta miejscowość. Zobaczył słupek z tablicą, podszedł bliżej i przeczytał nazwę – „Kraina Osądu” Hmm… Ciekawa nazwa – pomyślał Marcin, i powędrował dziarsko do przodu.

Pierwszego napotkanego człowieka zapytał o hotel. Osobnik popatrzył na niego ponuro:? , objaśnił jednak drogę do hotelu.
Hotel wyglądał biednie, lecz dla Marcina było ważne tylko to, że ma się gdzie zatrzymać na pierwsze dni, a potem .....to się zobaczy.

Hotelarz przywitał go obojętnie
- A pan to na długo? – zapytał tak, jakby nie spodziewał się odpowiedzi.
- Jeszcze nie wiem – odpowiedział Marcin – jestem w podróży, lubię zwiedzać.
- Eee, z takich co lubią zwiedzać, to niewiele pożytku;) – odparł hotelarz – wszystko im się nie podoba.

Marcin już chciał zaprzeczyć, ale machnął ręką, wziął klucz od pokoju, zostawił bagaż i z radością wybiegł z hotelu, ciekawy tej miejscowości o takiej niecodziennej nazwie.

Miejscowość nie wyglądała na zaniedbaną, ale jakoś tak ….:think: Marcin nie umiał tego określić…
No, na przykład ten dom – zadbany, trawniczek przystrzyżony, ale jakoś tak….:think:
Szedł Marcin ulicą jedną, a potem drugą i jakoś tak…. :think:
Ciągle mu się to uczucie pojawiało, czuł je jak ściskanie w okolicach żołądka…. Dziwne. Dziiiwne.:dunno:

Marcin postanowił pobyć tu jakiś czas, bo zafascynowało go to coś, czego nie umiał określić. Nawiązywał znajomości, pytał o ciekawostki, o to jak im się tu żyje. I cały czas czuł to nieokreślone uczucie w okolicach żołądka. Miał wrażenie, że ci ludzie tutaj po prostu się nudzą.

Pomyślał Marcin, że może warto by było coś tu zmienić.:gsmile: W jego umyśle zaczęły przesuwać się pomysły, goniły jeden po drugim, śniły mu się po nocach, ale jakoś mijały dni a Marcin żadnego nie zrealizował.

W końcu Marcin zdecydował się opuścić tę miejscowość. Zwiedził jeszcze kilka innych miejsc, wszędzie już zabawił krótko. Wrócił do domu, niespecjalnie zadowolony ze swej podróży.;) Właściwie nawet lekko zawiedziony. Właściwie to nawet rozczarowany.

I jakoś tak pomyślał o sobie – no, tym razem to głupio zrobiłem, ta podróż mi się nie udała.:rolleyes:

Mijał czas, Marcin wiódł normalne życie – lecz w tym co dawniej go cieszyło, pojawialo się teraz to dziwne ściskanie w okolicach żołądka.

Minęło kilka lat.
Marcin kupił nowe mieszkanie, urządził je wygodnie, tak jak lubił, lecz ciągle czuł się zmęczony i niezdolny do zadowolenia.:doh: Widocznie tak musi być – myślał – miałem już swoje radości w życiu….

Jednak pewnego dnia zachwycił się wiosennym krajobrazem za oknem i przypomniał sobie o swojej niezbyt udanej podróży do „Krainy Osądu”. To od tej podróży zaczął się czuć tak dziwnie zmęczony. Przez kilka dni ta podróż plątała mu się po umyśle i czuł tak często to ściskanie w żołądku.

Nie ma co odkładać – zdecydował wreszcie,:rofl2: że wybierze się tam jeszcze raz.

Przyjechał na miejsce, usiadł w parku na ławce, popatrzył na świeżą zieleń drzew i przypomniał sobie, jak podjął decyzję, że wsiądzie do pierwszego pociągu, który przyjedzie.
- Czy to na pewno była zła decyzja?
-Czy to na pewno była głupia decyzja?
Właściwie wszystkie miejsca, które odwiedził coś mu dały. Może to miejsce też coś dla niego ma? Może po prostu tego nie dostrzegł?.....

Siedział tak, czuł jak pachnie wiosna – wiosna jest jednak pięęękna wszędzie:sun: - pomyślał.
Wziął jeden głęboki oddech……. Potem drugi głęboki oddech.
Pięęęęęękna jest ta wiosna…….mmmmm:sun: I postanowił, że zawrze pokój z tą swoją mało udaną, według niego, podróżą. Nie zawieszenie broni - tylko pokój.
Jeśli ta podróż zdecydowanie była nieudana - to niech tak będzie!!!!
Niech będzie tak nieudana, jak tylko może być!!!!!! – zaśmiał się Marcin…… i już wiedział po co tutaj przyjechał.

A jednak to miejsce miało coś dla niego. Coś naprawdę wartościowego.

:tu: :tu: :tu: do góry

brak krechy?

Danuta
Pn mar 23, 2009 11:31 am

Obudził się Marcin rano z wielkim uczuciem spokoju i zadowolenia. Miał tej nocy wspaniały sen.:lmao: Był w tym śnie na takiej wyspie, na której czuł się tak dobrze!!!!
Hmmm…. Jak nazywała się ta wyspa?:think: ... Nie mógł sobie na razie tego przypomnieć.
- Ale nic to – pomyślał – trafię na nią , czy tak czy owak!:sun:
Wstał i jak co dzień: łazienka, śniadanie, kawa…….. i do pracy.

Wewnętrzne zadowolenie nie opuszczało go, więc przyszedł do pracy uśmiechnięty, wesoło pozdrowił kolegów, nawet na szefa spojrzał z wielką życzliwością.:nodding:To jest dobry dzień! – pomyślał.:heartlove:

Czas w pracy mijał, lecz Marcin nawet tego nie zauważał, to co miał do wykonania szło mu „jak z płatka” i gdy, w pewnym momencie spojrzał na zegar – zdziwił się, że do końca dnia pracy zostało już tylko 15 minut.
- Oooooch, jak fajnie – pomyślał – to jest naprawdę dobry dzień!:tu:

W tym momencie wezwał go szef i...
- Marcin, przepraszam, wiem że kończy się już czas pracy na dzisiaj, ale wyskoczyła bardzo pilna sprawa i potrzebuję abyś pojechał w jedno miejsce. Naprawdę wyskoczyło to w ostatniej chwili.
Marcinowi przemknęło przez myśl – dlaczego ja?:dunno:
Machnął jednak ręką na tę myśl i zgodził się pojechać i załatwić tę pilną sprawę.

Podjechał pod wskazany budynek, zaparkował, załatwił co miał załatwić – westchnął z zadowoleniem, zauważył, że na niebie zbierają się chmury – a co tam! To jest naprawdę dobry dzień – uśmiechnął się sam do siebie.:sun:
Rozejrzał się dookoła i zobaczył, że tuż naprzeciw parkingu jest biuro podróży.
- Spojrzę na ich ofertę – postanowił.

Wszedł do biura podróży, zaczął przeglądać wywieszone oferty i już miał wychodzić, gdy jego spojrzenie przykuło jego uwagę do małego folderu leżącego na stoliku.
Podszedł, wziął go do ręki i poczuł dziwne łaskotanie w palcach i jeszcze coś… czego nie umiał określić.
Odwrócił się do osoby prowadzącej biuro i zagaił rozmowę

- Ciekawe zdjęcia są w tym folderze, gdzie to jest?
- Aach, to taka wyspa, pierwszy raz mamy taką ofertę, ale muszę przyznać, że jest dosyć duże zainteresowanie – odparł, z uśmiechem pracownik.
- Jak się tam można dostać? – zapytał Marcin
- Niestety, nie ma tam żadnej komunikacji, więc zorganizowaliśmy własny dojazd – odpowiedział
- A jaki? – drążył coraz bardziej zaciekawiony Marcin
- Noo, różnie. Statkiem, samolotem, wodolotem.
- Chciałbym tam być. Jak z wolnymi miejscami?
- Noo, są jeszcze – odparł z lekkim wahaniem w głosie - tylko…
- Co tylko?- Marcin był podekscytowany
- No, zostało nam jeszcze kilka miejsc na jednym statku… Ale wie pan, towarzystwo na nim jest nieszczególne, a załoga, jak się nam niedawno okazało, jest dosyć wredna. Mówię to panu uczciwie.
- A jak długo trwa podróż?- dopytywał Marcin
- Ooo, niedługo, trzy czy cztery dni, w zależności od pogody, bo na tych wodach pojawiają się nieoczekiwane sztormy.

Marcin zdecydował się wyruszyć w tę podróż. 3 czy 4 dni można wytrzymać chyba w każdym towarzystwie – roześmiał się.

Ta wyspa go naprawdę zaintrygowała swoim przyciąganiem. Może to jest ta wyspa, na której czuje się tak dobrze?...

cdn

do góry
brak krechy?

Danuta
Wt mar 24, 2009 4:27 pm

Siedzi Marcin na skraju plaży pod drzewem, na swojej wymarzonej wyspie, zadowolony,:boogie: że nareszcie tu dotarł. Oddycha głęboko, a przed jego oczami przewijają się obrazy z całego rejsu.

Sam nie wie,:think: czy by się po raz drugi zdecydował na taką podróż.

Załoga rzeczywiście okazała się wredna:verymad: – i Marcin wybucha gromkim śmiechem na wspomnienie, jak jednemu z marynarzy przyłożył pięścią. Sam też nieźle oberwał – i na myśl o tym, Marcin dotyka guza na głowie.:haha:
A to, jak pijanego jak bela kapitana wsadził pod prysznic i trzymał go tam tyle, aż ten przestał się słaniać na nogach i jakiś błysk świadomości pojawił się w jego oczach.:shock:

Nooo, w każdym bądź razie, Marcin sam siebie nie podejrzewał o taką determinację.:rofl2: Nooo, jakby tak znajomi widzieli mnie w takiej akcji?!!! – myśli Marcin – to niektórzy mijali by go boczkiem.
A ostatniego wieczoru, Marcin miał już tak dość, że zamknął się w swojej kajucie i upił się prawie do nieprzytomności z myślą, że niech się dzieje, co chce.:hugs:

Nooo, jakby mu ktoś opowiadał o takiej podróży, to Marcin wie, że miałby mieszane uczucia a może i kilka rad na dodatek, jak to inaczej by można było zrobić.

Lecz Marcin wie, że wtedy tam – nie myślał.!!!!:think:

Nie myślał, tylko działał. Załoga robiła co chciała a kapitan widział tylko kieliszek.
I Marcin pamięta tylko jedną swoją myśl z pierwszego dnia podróży
RANY JULEK, JAKIM CUDEM MY TAM DOTRZEMY?
A później działo się to, co się działo.
I ostatnią myśl, jak zamykał się w swojej kabinie ostatniego wieczoru.
NIECH SIĘ DZIEJE CO CHCE.

I przypomniał sobie Marcin, jak to się bał kiedyś tak pomyśleć - i wybuchnął śmiechem.:lmao:

To wszystko było tak diametralnie inne od tego, co dotychczas doświadczył, że sam nie wiedział co ma o tym myśleć i co ma o sobie w tym wszystkim pomyśleć.

Eeeech! Nic nie będę myślał – ha, ha, ha:P
Jestem tutaj! No!:clapabove:
Matko, jak dobrze!!! Słońce tak fantastycznie świeci…..:sun:
Mmmmm.. morze szumi…..:nodding:
Nawet wstać mi się nie chce……
:lmao: Boże!, Jak dobrze!!!! Jestem tutaj.
:heartlove:

Pod wieczór podszedł do niego jakiś człowiek, Marcin przyjrzał mu się dokładnie i rozpoznał pracownika biura, w którym wykupił bilety na te podróż.

- No i cóż? – zapytał
- Ano, nic – odparł Marcin – uczciwie pan ostrzegał, co tam. Dotarłem.
- Bo wie pan – nie do końca byłem z panem uczciwy – odparł tamten
- Daj pan spokój – Marcin machnął ręką – pretensji nie mam – i zaczął się śmiać.
- Bo wie pan – ciągnął tamten – okłamałem pana jednak.
- A w czym – naprawdę zdziwił się Marcin.
- Bo wie pan – mówił tamten drapiąc się po głowie, z lekka wystraszoną miną – okłamałem pana, że już nie było miejsc w innych naszych środkach transportu.;)
- Nooo, wiesz pan co?! – wykrzyknął Marcin. I śmiać mu się chciało i jednocześnie poczuł się jak głupek.
:x - Bo wie pan, pan naprawdę na tym statku był potrzebny. Przecież ten statek musiał tu jakoś dotrzeć.
- I to właśnie moja obecność tam była potrzebna ? – zapytał z przekąsem Marcin
- No, tak właśnie. No to miłego pobytu życzę – i odszedł

A Marcin zaczął się zastanawiać:
A dlaczego to właśnie on tam był potrzebny?
A skąd ten człowiek wiedział, że to właśnie on – Marcin, jest tym który jest tam potrzebny?

I poczuł też coś na kształt dumy i coś na kształt zdziwienia i jeszcze coś mu się tam plątało…, jakieś zmieszanie….. :doh: Eeeech tam!!!:tu:

Jestem tutaj. Jak się będę tyle nad tym zastanawiał, to mi urlop minie na zastanawianiu się.
Rozejrzał się dookoła i uśmiechnął się – pięęęęękna ta wyspa – i chociaż guz na głowie trochę zaczął dokuczać, Marcin wesoło pogwizdując, poszedł okrężną drogą do hotelu.

do góry
brak krechy?

Danuta
Cz mar 26, 2009 10:25 pm

Następnego dnia Marcin obudził się z jakimś takim uczuciem… coś jak lekki niepokój.:dunno: Wzruszył ramionami chcąc z siebie ten niepokój zrzucić. Dzień taki piękny, a wczoraj poznał kilka ciekawych osób i pamięta, że pomyślał iż zapowiada się to interesująco.:nodding:

Zszedł na śniadanie, popatrzył na przygotowane nakrycie i poczuł, że właściwie to nie ma chęci na jedzenie.

Noo… czyżby mój żołądek napełnił się tym niepokojem? – pomyślał
:think:

Poszedł na plażę, idzie wzdłuż brzegu i pyta sam siebie – co za powód mam do niepokoju?:shock:

Przeszedł tak ze 3 km i pojawiło mu się w umyśle – nooo, dotrzeć tutaj – dotarłeś, a czy pomyślałeś o tym, jak będziesz wracał?:whoa:
Marcin aż przystanął i stał tak chwilę jak wryty.:hmm:
No, nie pomyślał o tym. Podrapał się po nosie.
Więc, co mam – postanowił wyliczyć: po pierwsze – jeszcze 12 dni pobytu na tej wspaniałej wyspie:biggrin:
Po drugie: bilet powrotny na ten sam statek. Hmmm….. A może spróbować załatwić sobie powrót jakimś innym środkiem lokomocji?:think:

Wraca Marcin do hotelu, sam jeszcze nie wie, co ma zrobić lecz po drodze spotyka poznanych wczoraj ludzi, wszyscy mają wesoły nastrój i Marcin zdecydował – jak się tu dostałem, to się i wydostanę i dotrę do domu tak, jak należy.:sun:
Przyłączył się do wesołej gromadki i całkiem ciekawie spędził dzień.:lmao:

Wieczorem, całą gromadą, rozbawioną, wracają do hotelu.
Przed hotelem do Marcina podchodzi ten sam pracownik biura, z którym wczoraj rozmawiał.
No, ciekawe co ten znowu ode mnie chce? – pomyślał

- Panie Marcinie, czy można pana na chwilę ? – zagaił, lecz z taką jakąś bardzo nieodgadnioną miną
- Słucham – odparł rozbawiony Marcin - Bo wie pan, ja jeszcze nie powiedziałem panu całej prawdy – wyznał
- To znaczy? – zapytał Marcin, a przez myśl mu przeleciało (o Matko, co ten facet jeszcze ma dla mnie?)
:doh:

- Bo wie pan, ja panu nie powiedziałem, że ten statek to by dotarł, nawet jak by pan nic tam nie zrobił, tylko po prostu był. – ukłonił się i odszedł.
Marcin pokiwał z rozbawieniem głową – no i masz odpowiedź na moje poranne pytanie

WYSTARCZY, ŻE PO PROSTU TAM BEDĘ

do góry :tu:

brak krechy?

Stan
So mar 28, 2009 12:53 pm

Całkiem niespodziewanie Marcin, pod wpływem jakiegoś zdarzenia albo usmiechu podsumował swoje wydatki na tzw. "doskonalenie siebie". Lubił zawsze się trochę poruszać zatem policzył tylko zajęcia fizyczne. Od zawsze płacił za karnet za siłownię 60 zł i za treningi MMA 70 zł. Oj pamieta czasy, jak musiał wybierać. Albo siłownia albo MMA, bo na 130 zł za tzw. poprawienie kondycji przy stosie innych rachunków nie było go stać. Wspomnieć też trzeba że jeżdził na te treningi samochodem na koniec miasta, toteż stacje benzynowe musiał częściej odwiedzać.

Ale pewnego dnia-wspominał dalej, przestał się przejmować czy stać go bedzie na siłownie i na treningi. Żadnej ciekawej pracy nie dostał, żadnego spadku ani wygranej w Totka, ale zawsze jakoś te 130 zł udawało mu sie wysupłać. No to działa co przeczytał w shoudach-uśmiechnął się pociągając łyczek piwka.

Pociągnął kolejny łyk ulubionego piwka i w tych wspomnienianiach pojawiło się coś dziwnego. Mianowicie zapomniał, że stanowiło to dla niego kiedys jakiś problem, to 130 zł. i on kompletnie nie przypomina sobie od kiedy. W ogóle dopiero teraz zdał sobie tak naprawdę sprawę że nie zwraca uwagi na wydatki.

-Ok. To teraz ile mnie ta siłownia i treningi MMA kosztują-ożywiony myślą że odkryje coś co go zmartwi i zepsuje smak tego pieknego poranka i bedzie mógł sobie pograć znowu w swoje gierki. Podnieśli ceny na siłowni-mruknął, no tak-kryzys, MMA kosztuje tyle ile zawsze kosztowało.

Marcin zaczął liczyć i wyszło: 20 zł za trening MMA a za siłownię 0zł, bo trener z MMA zaczął mieć dyżury na siłowni i swoich znajomych wpuszcza za darmo, ale za swój trening bierze od Marcina 20zł, bo wynajmuje salę od MDK-u i czasem może przyjsć sekretarka i policzyć ludzi na sali, więc żeby nie było że trenują za darmo to jakaś symboliczna kwota przypadła na Marcina.

-Kurczę-pomyslał Marcin. Kiedyś zarabiałem mizernie i płaciłem 130 zł , teraz zarabiam dobrze i płacę 20 zł. Ech, ummmmm dobre to piwko. A jaki poranek. Piękny.

do góry
brak krechy?

Danuta
Śr kwi 01, 2009 10:09 pm

Nie pierwszy raz Marcin odczuwa bunt.:verymad:Wszystko się w nim „gotuje”, „wrze”.:confetti:

Czyta shoudy SHAUMBRY, słucha, słucha też przekazów Sofii i Kryona i zastanawia się teraz, czego jeszcze nie zrozumiał, że ten bunt tak się go trzyma albo on, Marcin, trzyma się buntu?:think:

Usiadł sobie spokojnie i zapytał sam siebie – jaką sytuację mi to przypomina?:nope:

I przypomniał sobie, jak miał chyba 4 lata, siostra z koleżanką przyszły do domu i powiedziały mu, że jak namaluje ładnie 100zł to będzie mógł w kiosku kupić motorek.:nodding:

Nooo, Marcin marzył o takim motorku dla dzieci już jakiś czas i głośno o tym mówił, pytając raz po raz mamę, czy mu taki motorek kupi. Mama obiecała, że jak taki znajdzie, to mu kupi.

Marcin marzył, jak to będzie fajnie, gdy już będzie miał taki motorek. Będzie woził siostrę i brata tam gdzie będą chcieli. Ależ będą mieli wszyscy fajnie.:smilecolors:

Nie wiedział, że rodzeństwo się po cichu z niego podśpiewuje.;)

Zabrał się Marcin pilnie do malowania 100zł i pokazuje siostrze, ale siostra mu mówi, że musi się bardziej postarać, bo to co namalował to jeszcze nie jest to.:snooty:

No więc Marcin maluje jeszcze raz i kolejnego dnia jeszcze raz, i kolejnego dnia jeszcze raz…

Tak pilnie malował, że aż mama się tym zainteresowała. No bo co ten Marcin? Zawsze po śniadaniu tylko patrzył żeby wyjść z domu, a bywało i tak, że wieczorem rodzinka wyruszała na poszukiwania za nim, bo Marcin szedł tam gdzie go akurat coś zainteresowało lub często też poznał kogoś nowego i szedł się tam bawić.

A tu?, Marcin już któryś kolejny dzień nigdzie nie idzie, tylko maluje.:roll:

Pyta więc mama
- Marcinku, a co ty tak malujesz?
- Sto złotych mamusiu
- A dlaczego akurat 100zł? – pyta mama

- Bo wiesz mamusiu – odpowiada Marcin rozradowany i aż podskakuje na krześle:jumpclap: – siostra mi powiedziała, że w kiosku są takie motorki dla dzieci i że można je kupić tylko za takie ładnie namalowane 100zł.

Mama nic nie odpowiedziała. Ale na drugi dzień podeszła siostra do Marcina i mówi
- Wiesz Marcin, już nie maluj tych 100zł, bo już tych motorków nie ma
- A kiedy będą? – pyta z nadzieją Marcin
- Wiesz, pytałam tego pana, ale on powiedział, że chyba więcej nie będzie.
::sick: Marcin był mocno zawiedziony. Był tak zawiedziony przez kolejne dni, że mama zaczęła się o niego martwić. W końcu któregoś dnia zawołała go
- Marcinku, mam dla ciebie dobrą wiadomość.
- Taak?- jakoś tak bez zapału Marcin spojrzał pytającym wzrokiem na mamę
- Zaczęli budować fabrykę takich motorków dla dzieci, jutro pojedziemy pociągiem do miasta, to ci pokarzę gdzie ją budują.

Marcinowi poweselały oczy, podskoczył z radości:boogie: i pobiegł się bawić opowiadając każdemu kto się nawinął, że buduje się fabryka motorków i że mama mu taki motorek kupi.

Rzeczywiście , w pobliżu torów kolejowych na szlaku z ich wsi do miasta, była rozpoczęta budowa. Za każdym razem, gdy jechał z mamą pociągiem do miasta ( a zawsze jeździli pociągiem), Marcin zadawał mamie pytania: czy to na pewno fabryka motorków?, a kiedy ją zbudują? Itd. Itp.

Minęły dwa lata.

Marcin jedzie z mamą pociągiem do miasta i z radością czeka na moment kiedy zobaczy tę budującą się fabrykę.

- O! zobacz! Mamusiu! Już niedługo chyba będą kładli dach! – wykrzykuje
Rzeczywiście budowla już była dosyć wysoka.
W przedziale z nimi jest jeszcze jakaś pani, ale Marcin nie zwraca na nią uwagi. Natomiast ta pani zwróciła uwagę na Marcina
- A co ty chłopcze tak się cieszysz tą budową? – zapytała
- OOO, bo tu budują fabrykę motorków i mama mi obiecała, że mi taki motorek kupi. – odpowiada buńczucznie Marcin
- Co za głupstwa opowiadasz chłopcze - pani powiedziała to dosyć ostro :dontgothere:, potem zaczęła się głośno śmiać - to nie żadna fabryka tylko spichlerz.
Marcina zatkało. Mama nic na to nie powiedziała. Marcin już o nic nie pytał. I od tego dnia przestał pytać. A mama do tego tematu nie wracała.:shortwall

Za każdym razem, gdy został okłamany, coś się w nim w środku zamykało i ściskało.
Potem Marcin nauczył się kłamać. Mama za kłamstwo go karała. W Marcinie coś zamykało się coraz bardziej i bardziej.
Czuł się winny, kiedy kłamał, chociaż z drugiej strony wiedział, że mama nie zgodziłaby się na wiele rzeczy, gdyby powiedział jej prawdę.
Jakoś tak bez większego zastanowienia wywnioskował, że ludzie wolą słyszeć kłamstwo niż prawdę.

Marcin jest już dorosłym, poważnym człowiekiem. Ma rodzinę. Wie co to znaczy odpowiedzialność. Lecz ciągle spotyka się z sytuacją, w której wie, że kłamstwo będzie lepiej przyjęte niż prawda.
No i właśnie tu go coś gniecie, buntuje, wrze.:think:
Marcin w tym momencie zrozumiał, że ma kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem ( zresztą nie pierwszy raz, ale widocznie nie potrafił tego dziecka do tej pory wyzwolić)
Hmmm…. Ta sytuacja musi mieć mądrość dla mnie – pomyślał Marcin
Wiem, że jestem wspaniałą, ciepłą i miłujacą osobą, pełną odwagi – i Marcin wspomina jak to pchał się w różne sytuacje wiedząc, że może być dla niego bolesna:heartlove:
Co w tamtym czasie nie zostało rozwiązane?:think:
No, mama nie postawiła przed nim siostry i nie przyznała się razem z nią, że skłamały.
Marcin dzisiaj rozumie powody, tylko nie rozumie tego, że go to ciągle gniecie.
Czas to rozwiązać!!!!!:rofl2:

Usiadł spokojnie, zaczął głęboko lecz łagodnie oddychać, wizualizował sytuację, a później pozwolił sytuacji sprzed jego oczu zniknąć i wizualizował światło z jedynym rozkazem – ROZWIĄZANIE – pamiętając, że w tych przekazach, które czytał, było o tym, że jeżeli gdziekolwiek stworzył problem, to stworzył też i rozwiązanie.:tu:

Po kilku dniach oglądał film Davida Icke`a – „ The Fredom Road”
I..... w którymś momencie zrozumiał.
Jeśli będzie się buntował na to, że był on i inni okłamywany, to tylko zasili tamtą energię, doda jej mocy.

Co pozostaje?

I wtedy zawołał do swojego wewnętrznego dziecka – Hej!! Marcinku!!! Słuchaj!!! To kłamstwo którym cię poczęstowano, to nic.:sun:To, ze dwa lata cię okłamywano – to nic!!! Zobacz jakie kłamstwo mi teraz przyszło zaakceptować!! Ile lat ono trwało?!!!

I zaczął się śmiać. Naprawdę głośno i serdecznie.:lmao:
Poczuł, jak lód wewnątrz niego puszcza.:surrender:
I dopiero teraz zrozumiał, do czego przygotowała go sytuacja z dzieciństwa.
Uśmiechnął się ciepło do siebie i do tego co oglądał na tym filmie.

do góry :pulseheart:
brak krechy?